Palikot mówi językiem świeżym, językiem nowoczesnym i jednocześnie językiem ludzi młodych. Ludzi, którzy albo pracowali na zachodzie i wiedzą, jak ten Zachód wygląda, albo do życia takiego jak na zachodzie aspiruję”. Tak w parlamentarnej konfiguracji politycznej widzi rolę lidera Ruchu Zaparcia b. opozycjonista i wiceszef nieboszczki Unii Wolności (a przy okazji też tzw. legenda Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej) – Władysław Frasyniuk. „Palikot dostał wiatr w żagle” – podsumowuje w rządowych „Faktach po faktach” w rozmowie z funkcjonariusz Justyną Pochanke.

Prześledźmy krótko wypowiedzi – przepraszam za niecenzuralne słowa – Janusza Palikota: „Bardzo nie lubiłem chodzić do kościoła i prawie zawsze jak do niego wchodziłem, dostawałem krwotoku z nosa”; „Ojciec nie lubił też kleru. Jak wychodziliśmy z kościoła, to ciągle na nich gadał. Że się bogacą, bałamucą, naciągają. Że mają kochanki, dzieci, kupują ziemię za grosze”; „Uważam, że Kościół spełnia rolę destrukcyjną w naszym kraju, bo jest nietolerancyjny”; „Osoby duchowne nie powinny się wtrącać w politykę (…) Wtrącanie się biskupów w to, że Telewizja Publiczna nie ma prawa pokazywać Nergala, człowieka, który nie jest skazany wyrokiem sądu, jest niewiarygodnym skandalem”; „Jak więc doszło do tego, że na tak wielu uroczystościach państwowych jest tak wielu purpurowych i dlaczego tak często zabierają głos w każdej niemal sprawie?”.

To tylko przytyk. Próbka możliwości w nienawistnej propagandzie Janusza Palikota. Ale jak się powiedziało A, trzeb i powiedzieć B. Sprawdźmy co na temat Kościoła myśli Główny Ideolog Ruchu Zaparcia – Jerzy Urban:

Krzyż, który jest symbolem agresji Kościoła na obszar państwa”; „Bardzo to smutne, ale prawdziwe, póki ma swoją klientelę ks. Popiełuszko i wzięciem cieszą się jego czarne msze, a do których Michnik służy i ogonem dzwoni” (1984); „W inteligenckiej części warszawskiego Żoliborza stoi kościół księdza Jerzego Popiełuszki – obok św. Brygidy w Gdańsku najbardziej renomowany klub polityczny w Polsce.(...) Co tam więc robi natchniony polityczny fanatyk, Savanorola antykomunizmu? (...) Uczucie nienawiści politycznej do komunistów, do władzy, do wszystkiego, co jest powojenną Polską, przynoszone na tę salę przez bywalców, a pod dyrygencją księdza Popiełuszki, przestaje być wewnętrznym robakiem drążącym człowieka. (...) Ks. Jerzy Popiełuszko jest więc organizatorem sesji politycznej wścieklizny”.

Oko moje nieprawione, ale ja widzę dużą zbieżność w tej „świeżej mowie”. Czy jest to język nowoczesności, czy raczej rynsztok nienawistnego słowotoku? Poezja i kunszt oratorski, czy też recydywa mowy nienawiści?

I jedno boli? Czy o taką Polskę walczył Władysław Frasyniuk? Dla takiej Polski, dawał się napastować „na dołku” i obijać mordę zomowską pałką (by później na faktach tych budować pozycję moralnej wyższości)? Czy, gdy w 1984r. komunistyczni aparatczykowi wyrzucali ze szkół młodzież, tylko za to, że ta nie zgadzała się na usunięcie z niej krzyża, ktoś mógłby przypuszczać, że tamtejszy bohater walki o niepodległość spuści się do moralnej gnojówki i to bez specjalnego zecwelenia? A może trzeba już tylko czekać na utworzenie history gender studies, w ramach których dociekliwi historycy od Palikota udowodnią w sposób przekonujący (jak rwandyjscy intelektualiści uzasadniali naukowo konieczność ludobójstwa), że Popiełuszko jednak zabił się sam. A Instytut Historii Alternatywnej (wniesiony w miejsce IPN-u) wyda jakąś interesującą pozycyjkę na ten temat, w ramach inicjatywy badawczej „Różowy Proletariat”?

Co by się stało, gdyby Tamten Frasyniuk, spotkał Dzisiejszego Frasyniuka? Dostrzegłby w jego oczach błysk cnoty obywatelskiej i waleczności? Czy prędzej niechybnie się odwrócił na pięcie i nie chcąc uświnić, spierzchłby do pieczary? A nad tym aktem dramatu zewsząd „rozbrzmiewałaby melodyjka stara / że ten kto wczoraj jakobinem był – jutro zostanie namiestnikiem cara”?